Różowo mi!

Cześć kochani ;) 
Co u was słychać? U mnie za oknem szaro, buro i ponuro, dlatego postanowiłam do tego dnia dołożyć nutkę różu - a co! :) 
Nigdy nie sądziłam, że przekonam się do czegoś takiego jak róż, zawsze myślałam, że wyglądam w nim jak klaun i że to po prostu nie dla mnie. 



Ostatnio robiąc w porządki w kosmetykach natknęłam się na te dwa róże, już miałam je wyrzucać na dno pudełka, ale sobie pomyślałam, że dam im drugą szansę. 

Zacznę od różu w musie od maybelline w odcieniu 04 Mauve.



Kolor jest naprawdę przepiękny, polubiłam ten róż przede wszystkim dlatego, że ma w sobie złote drobinki, nie wyglądające jak z bazarku.  Dają efekt delikatnego blasku, takiego zdrowego rozświetlenia + brudnawo różowy kolor delikatnego rumieńca i pięknego podkreślenia kości policzkowych. Przyznam szczerze, że efekt naprawdę mi się spodobał!

Aplikacja jest bardzo łatwa, wystarczy rozetrzeć mus - ja robię to palcami wtedy kontroluje ilość nakładanego produktu, a następnie pędzelkiem lekko rozcieram granice, żeby wyglądało to najbardziej jak możliwe naturalnie. 

Róż nie zapycha i jest bardzo lekki - niewyczuwalny na twarzy, więc komfort mamy zapewniony. 

Teraz przejdę to trwałości, którą nie wiem jak ocenić (?) Róż sam w sobie trwałością nie powala i dość szybko się ściera u mnie wytrzymał jakieś 2-3 godzinki, ale! Sam róż - złote drobinki zostały, wyglądało to jakbym miała nałożony rozświetlacz - więc z dwojga złego, źle nie jest!  
Ściera się równomiernie i nie zostawia plam. 
Ogólnie to 4/5 - gdyby nie ta trwałość byłabym z niego naprawdę zadowolona! :) 

Na drugi ogień idzie róż marki bell w odcieniu 053 (?) - ślepa jestem, ale to chyba numerek odcienia. 

Taki trochę cukierkowy z malutkim dodatkiem brzoskwini, posiada małe drobinki - praktycznie niewidoczne - szczerze powiem kiepskie, w sklepie cały róż prezentował się zupełnie inaczej.

Ale wracając, w aplikacji nie sprawia większych problemów, trochę słabo się go rozciera - ale tragedii nie ma.  Efekt jaki daje mi się nie podoba - jest taki sztuczny, mocno pudrowy
Ściera się szybko, godzinka i po różu, ale równomiernie. 
Nie zapycha porów. Jedyny jego plus to cena, bo bardzo niska, ok 10 zł. Może inne kolory jak za tą cenę warto wypróbować - ja chyba nie będę. 



Od lewej maybelline, obok bell. Choć nie wiem jakbym chciała - nie byłam w stanie uchwycić drobinek. 
Dodam jeszcze, że róż od maybelline można bardzo fajnie stopniować - na zdjęciu jest grubsza jego warstwa.

A no i się pochwale, zamówiłam w końcu swoje pierwsze minerały od Annabelle Minerals - wśród zamówienia jest też wzornik róży - więc będę testować! :) 

Życzę miłej reszty dnia! :) 

2 komentarze:

  1. Lubię różowe wszystkie odcienie różu

    OdpowiedzUsuń
  2. nie miałam do czynienia z tymi różami

    OdpowiedzUsuń

Nie mam żadnych talentów, prócz namiętnej ciekawości - A. Einstein

Zawsze odwiedzam swoich komentujących i obserwujących, nie musisz zostawiać linków, z pewnością do Ciebie trafię! :)

Dziękuję za wszystkie komentarze, obserwację - to naprawdę wiele dla mnie znaczy :)

TOP