Podkład Pierre Rene Skin Balance Cover.

Cześć kochani! :) 
Trochę mnie tu nie było i naprawdę zupełnie inaczej się pisze. Ale powrót do pisania, blogowania, był moim postanowieniem noworocznym. Naprawdę za tym tęskniłam.. Nie było mnie tu tak długo, ponieważ zawiodłam się na ludziach, współpracy, która z marzenia zamieniła się w piekło i pasmo przykrości.  Ale wraz z nowym rokiem wracam silniejsza i pełna motywacji! :) 
A tymczasem zapraszam do lektury! :) 



Ostatnio tak pełno było tu postów o uczuleniu na hybrydę itd, że kompletnie zapomniałam o kolorówce. Czas to nadrobić! Jak ktoś śledzi mnie dłużej, wie, że moja cera jest bardzo tłusta i problematyczna. Swego czasu kochałam revlona i używałam go na codzień, bo tylko on radził sobie z moją tłustą cerą i nie było mi wstyd wyjść do ludzi. Jednak po czasie i on robił dla mnie za mało. Skóra się przyzwyczaiła, już tak nie matowił, a odcień przestał mi pasować. 


Któregoś razu dostałam możliwość pójścia na dopasowanie makijażu do mojej cery. Pani nałożyła właśnie podkład skin balance i przyznaję - w pierwszym momencie naprawdę się zakochałam. 
Cera gładka i mimo, że jeszcze nieprzypudrowana - naprawdę wyglądała pięknie. Po niewielu w zasadzie namowach kupiłam go z nadzieją, że godnie zastąpi revlona. 

A więc do rzeczy! Jak wiecie nie lubię rozwodzić się nad wyglądem zewnętrznym - szklana, wygodna, minimalistyczna buteleczka z aplikatorem. 

Gama kolorystyczna jest dość szeroka - pani dobrała mi odcień 27 ( żółto-brzoskwiniowy) jednak mimo dobrej tonacji był ciut za ciemny.. W okresie zimowym niestety, ale jestem żółtym bladziuchem. Więc na drugi ogień poszedł odcień 20 ( dość neutralny z delikatnymi żółtymi tonami) i to był strzał w dziesiątkę! Czasem mieszam nawet je oba, żeby tego żółtego pigmentu było  więcej. Ale ogólnie polecam dla bladziochów - znajdziecie dla siebie coś na pewno! 
Co ważniejsze - podkład nie oksyduje, a więc nie mamy pomarańczki na twarzy. Chyba, że zrobimy jeden błąd o którym zaraz wspomnę również w innym kontekście. 


Podkład mimo, że naprawdę dobrze kryjący, jest bardzo lekki, kremowy. Gdy chcę delikatny efekt na buźkę nakładam tylko jedną pompkę - gdy mocne, wieczorowe - dwie. 
Efekt jaki chcemy uzyskać oczywiście możemy dowolnie stopniować - ale jest jedno ale! 
Jeśli już przypudrujemy twarz nie nakładajmy kolejnej warstwy.. Wtedy podkład nie dość, że oksyduje, to robią się brzydkie plamy, ciastko. Póki nie przypudrujemy możemy kłaść do woli i naprawdę wygląda pięknie. 

Wykończenie ma satynowe, a na twarzy wygląda naprawdę świeżo, gdybym miała inną cerę nie używałabym nawet pudru - bo efekt naprawdę mnie zadowala, ale z racji, że wiem, że za 20 minut będę się świecić jak lampki na choinkę to niestety muszę się zabezpieczyć. 

Podkład nakładam tylko i wyłącznie mokrą gąbeczką - jeśli chodzi o pędzel, moim zdaniem kompletnie nie zdaje egzaminu. 

Podkład mimo świetnego i długotrwałego efektu (wygląda super cały dzień/noc bez poprawek) - nie nadaję się dla osób, które "pocierają" swoją twarz. Jeśli nałożymy go mało, spokojnie możemy podrapać się po nosie i dalej będzie wyglądać to dobrze. Ale gdy nakładamy większą ilość podkładu, to w momencie "przetarcia" wygląda naprawdę słabo.. Ja na szczęście nie dotykam swojej twarzy, a jak już dotknę to liczę się z tym, że mógł się nieestetycznie zetrzeć.  AA właśnie podkład nie zapycha, więc osoby z problemową cera mogą go spokojnie używać.

Efekty jakie daje podkład możecie zobaczyć na moim instagramie KLIK

Podsumowując : Podkład ma żółtą tonacje, lekką, ale jednocześnie dobrze kryjącą formułę, pachnie wanilią, sprawdza się na codzień i na większe wyjścia, daje satynowe wykończenie, nie lubi pocierania, tarcia, jest "wodoodporny" (łzy mu nie straszne, nie spłynie razem z nimi, ale na basenie może polec), nakładany gąbeczką daje najlepszy efekt, idealnie sprawdzi się do cery tłustej i mieszanej. Świetnie utrzymuje bronzer, rozświetlacz. cienie. Nie podrażnia i nie zapycha. Jest tani, 30 zł bez promocji i bardzo wydajny - tak jak mówiłam, jedna pompka wystarcza mi na codzień.

Właśnie widzę jak bardzo chaotycznie piszę, ale taka już jestem - gadam jak najęta nie zawsze z sensem, ale przynajmniej szczerze :) A wy kochane? Miałyście styczność z tym podkładem? A może z innymi produktami tej marki? :) 
Ps. Wybaczcie mi te zdjęcia z lampą, chcę utrzymać systematyczność, a niestety pogoda mi w trym nie pomaga - jak wróciłam było już ciemno... Wszystkie odcienie polecam patrzeć na stronie producenta KLIK

Do usłyszenia! :) 


5 komentarzy:

  1. Miałem go bardzo ładnie wyglądałna skórze ale wklepany gąbką na bazie kremowej

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo dobrego słyszałam o nim.

    www.natalia-i-jej-świat.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy go nie miałam ;) Ale koleżanka zachwala. Ostatnio użyła go na sylwestra i wyglądał rewelacyjnie, więc może się nim zainteresuję ;)

    OdpowiedzUsuń

Nie mam żadnych talentów, prócz namiętnej ciekawości - A. Einstein

Zawsze odwiedzam swoich komentujących i obserwujących, nie musisz zostawiać linków, z pewnością do Ciebie trafię! :)

Dziękuję za wszystkie komentarze, obserwację - to naprawdę wiele dla mnie znaczy :)

TOP