Czarna maska - czy pomaga na zaskórniki?


Cześć kochani! Co u was słychać? U mnie jak zawsze pod górkę - choroba rozłożyła mnie na łopatki, ale nie poddaję się, bo przede mną szykuje się najlepsza majówka w życiu :) A tymczasem dziś post o znanej czarnej masce. Na instagramie pojawiła się fala filmików jak taka niepozorna maska wręcz "wyrywa z korzeniami" zaskórniki. Jeśli jesteście ciekawi czy ta maska to taki hit jak go malują to zapraszam do dalszego czytania :) 


Maska zamknięta w standardowej tubce. Po otwarciu myślałam, że poczuję nieprzyjemny zapach - jednak dość miłe zaskoczenie,bo maska nie śmierdzi żadną smołą. Oczywiście zapach tu i tak będzie kwestią sporną, ale nie ma tragedii. Maska ma średnio gęstą konsystencje, nakłada się raczej bez problemów. Należy pamiętać, że nie może być jej ani za mało, ani za dużo. Ja jej nakładałam tyle żeby nie było żadnych "przebarwień" ale też nie tyle żeby spływała z twarzy. 

Ach zapomniałabym! Kluczowym elementem jest otworzenie porów przed nałożeniem maski. Możemy zrobić to na kilka sposobów - ręcznik zwliżony gorącą wodą położyć na twarz na kilka minut, lub tak jak ja to zawsze robię - zagotować wodę z wybranymi ziołami, pochylić się nad parą wodną, a głowę przykryc recznikiem i tak posiedzieć kilka minut.

Po nałożeniu maski na twarz czekamy do jej całkowitego wyschnięcia, a następnie zrywamy. Pamiętajcie, żeby na brwi nie nałożyć, bo nie będziecie ich mieć :D


A więc zrobiłam tak jak kazano no i nastawiłam się na efekt WOW! Szkoda, że efektu wow nie było. Odrywanie maski boli jak cholera... Ale myślę sobie dla takich efektów warto się poświecić! Moje poświęcenie na nic się nie zdało, bo maska "wyrwała"wszystko tylko nie to co trzeba. Wszelkie włoski  to dla niej żaden problem. Ale wągrów nie wyciągnęła więc dalej są na moim nosie tak jak były. 

Próbowałam ją podejść na kilka sposobów - niestety każdy z tym samym skutkiem. 
Maska nie warta zachodu, lepiej kupić plastry z natury o których pisałam tutaj KLIK

Maskę testowała też moja siostra i ma taka samą opinie jak ja - no cóż zostaję przy swoich ulubionych plastrach :)  

A wy testowałyście? A może wolicie domowe sposoby? :) 

9 komentarzy:

  1. A czaiłam się na ta maskę... Chociaż chyba i tak sprawcę, cena nawet zachęca. Póki co tez stosuje plastry tea tree ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam kilka opinii na jej temat i niestety większość osób jej nie polubiło. Zdecydowanie odpuszczę sobie zakup :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja pierwszy raz się z nią spotykam.
    Być może warto, ciężko powiedzieć w moim przypadku.
    Nie wszystko na mnie działa ;) Jednak po Twojej recenzji tym bardziej w nią nie wierzę.
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tej maski nigdy nie widziałam ja jednak wolę domowe sposoby:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też i było tak u mnie ;) Za to niezły depilator ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A tyle osób mówiło, że ta z Pilaten jest świetna, u mnie z innej firmy mnie jeszcze gorzej wysypała; (

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja robiłam kiedyś porównanie do wersji domowej o Uważam że domowa lepiej działa :) oczywiście dla mnie pilaten najgorsza nie jest natomiast szału nie robi :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też się na niej zawiodłam i zdecydowanie bardzioej wolę plastry ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie ten produkt się niestety nie sprawdził :(

    OdpowiedzUsuń

Nie mam żadnych talentów, prócz namiętnej ciekawości - A. Einstein

Zawsze odwiedzam swoich komentujących i obserwujących, nie musisz zostawiać linków, z pewnością do Ciebie trafię! :)

Dziękuję za wszystkie komentarze, obserwację - to naprawdę wiele dla mnie znaczy :)

TOP